„Nie wiem, co czuję.”

„Nie umiem o tym mówić.”

„Wiem, że coś się ze mną dzieje, ale nie potrafię tego nazwać.”

„A co, jeśli pójdę do psychologa i nie będę wiedzieć, co powiedzieć?”

To obawy, które pojawiają się częściej, niż mogłoby się wydawać. W końcu terapia kojarzy się przede wszystkim z rozmową. Dwie osoby siedzą naprzeciwko siebie, jedna opowiada o swoich przeżyciach, druga słucha, pyta, pomaga je zrozumieć.

Można więc odnieść wrażenie, że żeby skorzystać z pomocy psychologicznej, trzeba już na początku potrafić rozpoznawać swoje emocje, nazywać je i swobodnie o nich opowiadać.

Nie trzeba.

Czasem właśnie tego dopiero się uczymy.

„Nie wiem” też jest odpowiedzią

Kiedy pytamy kogoś: „Co teraz czujesz?”, odpowiedź nie zawsze przychodzi od razu.

Czasem pojawia się pustka.

Czasem odpowiedź brzmi: „nie wiem”.

Czasem zamiast emocji pojawia się opis sytuacji: „Po prostu mnie zdenerwował”. Albo myśl: „To wszystko nie ma sensu”.

A czasem ciało wie wcześniej niż my.

Ściska się żołądek. Napinają ramiona. Przyspiesza oddech. Pojawia się ciężar w klatce piersiowej, potrzeba ucieczki albo trudne do wyjaśnienia zmęczenie.

To nie znaczy, że ktoś „nie ma kontaktu ze sobą” albo że nie nadaje się do terapii.

Rozpoznawanie własnych emocji jest umiejętnością.

A umiejętności można rozwijać.

Nie wszyscy nauczyliśmy się języka emocji

Uczymy się mówić, czytać, liczyć. Uczymy się zasad zachowania, wykonywania obowiązków, rozwiązywania problemów.

Ale nie każdy miał możliwość nauczyć się równie dobrze rozpoznawać własne stany emocjonalne.

W niektórych domach o emocjach rozmawiało się dużo. W innych prawie wcale.

Niektórzy słyszeli:

„Widzę, że jest ci smutno.”

Inni:

„Nie ma o co płakać.”

Jedni mogli się złościć i stopniowo uczyć, co z tą złością zrobić. Inni szybko odkrywali, że pewnych emocji lepiej nie pokazywać.

Z czasem możemy stać się bardzo dobrzy w funkcjonowaniu, wykonywaniu zadań i radzeniu sobie „na zewnątrz”, a jednocześnie mieć trudność z odpowiedzią na proste pozornie pytanie:

„Co właściwie się ze mną dzieje?”

Terapia nie wymaga, żebyśmy znali tę odpowiedź przed pierwszym spotkaniem.

Może być miejscem, w którym dopiero zaczniemy jej szukać.

Czasem rozumiemy wszystko. A jednak nic się nie zmienia

Istnieje też zupełnie inna sytuacja.

Można świetnie mówić o sobie.

Rozumieć mechanizmy. Wiedzieć, skąd biorą się określone reakcje. Znać pojęcia psychologiczne. Umieć powiedzieć: „robię to dlatego, że…”.

A mimo to kolejny raz znaleźć się dokładnie w tym samym miejscu.

Znów wejść w podobną relację.

Znów zareagować w ten sam sposób.

Znów zrobić coś, o czym doskonale wiemy, że nam nie służy.

Bo rozumienie jest niezwykle ważne, ale nie zawsze jest tym samym co zmiana.

Człowiek nie doświadcza świata wyłącznie poprzez myśli.

Doświadcza go także poprzez emocje, ciało, relacje, działanie, pamięć, zmysły i wyobraźnię.

Dlatego czasem potrzebujemy czegoś więcej niż opowiedzenia swojej historii.

Potrzebujemy jej również doświadczyć inaczej.

Kiedy słowa nie wystarczają

Nie wszystko, czego doświadczamy, od razu ma nazwę.

Są przeżycia, które łatwiej pokazać niż opowiedzieć.

Można narysować napięcie.

Nadać kształt lękowi.

Pokazać za pomocą ruchu, jak blisko pozwalamy komuś podejść.

Stworzyć obraz sytuacji, której nie umiemy jeszcze uporządkować w słowach.

Użyć metafory.

Wejść w rolę.

Zauważyć, co dzieje się w ciele.

Czasem dopiero wtedy pojawiają się słowa.

Właśnie dlatego w pracy psychologicznej i terapeutycznej mogą pojawiać się sztuka, ruch, elementy dramy, praca z ciałem czy inne formy ekspresji i doświadczenia.

Nie jako ozdobnik terapii.

Jako kolejny język.

„Ale ja nie umiem rysować”

To jedno z najczęstszych zdań, jakie pojawiają się przy rozmowie o arteterapii.

I mamy dobrą wiadomość:

nie trzeba umieć.

W arteterapii nie chodzi o stworzenie dzieła sztuki. Nikt nie ocenia perspektywy, proporcji ani tego, czy koń przypomina konia.

Efekt estetyczny może być zupełnie nieistotny.

Liczy się proces.

To, co wybieramy. Co odrzucamy. Co pojawia się spontanicznie. Co trudno nam zrobić. Co nas zaskakuje. Jak reagujemy na własną pracę. Jakie skojarzenia uruchamia.

Obraz, ruch, dźwięk czy działanie mogą pomóc dotrzeć do doświadczeń, które trudno byłoby znaleźć, zaczynając od zdania:

„Proszę teraz dokładnie opowiedzieć o swoich emocjach”.

Terapia nie jest egzaminem z samoświadomości

Nie trzeba przyjść z gotową historią.

Nie trzeba znać psychologicznych terminów.

Nie trzeba wiedzieć, „od czego zacząć”.

Nie trzeba nawet dokładnie wiedzieć, dlaczego jest nam źle.

Można przyjść właśnie z tym:

„Nie wiem. Ale wiem, że chciałbym coś zmienić.”

To wystarczy, żeby zacząć.

Rolą osoby prowadzącej terapię nie jest sprawdzanie, czy potrafimy właściwie mówić o sobie. Jej zadaniem jest stworzenie takich warunków, w których możemy stopniowo siebie poznawać – w tempie i w sposób, które są dla nas możliwe.

Dla jednej osoby najważniejszym narzędziem będzie rozmowa.

Dla innej pomocna okaże się twórczość.

Dla kogoś ruch.

Dla kogoś doświadczenie relacji.

A najczęściej różne drogi zaczynają się ze sobą spotykać.

Można zacząć bez właściwych słów

Być może jednym z ważniejszych doświadczeń terapii jest odkrycie, że nie musimy od razu wszystkiego wiedzieć.

Możemy czegoś nie rozumieć.

Możemy nie potrafić tego nazwać.

Możemy przez chwilę milczeć.

Możemy szukać.

Bo terapia nie zaczyna się wtedy, kiedy potrafimy już dobrze opowiedzieć swoją historię.

Terapia może być właśnie miejscem, w którym po raz pierwszy naprawdę zaczynamy jej słuchać.